piątek, 22 lutego 2019

Slash - Łódź @ Atlas Arena, 12.02.2019.


ZAPRACOWANI ROCK'N'ROLLOWCY

Slash wraz z Mylesem Kennedym to chyba dwie najbardziej zapracowane osoby w rock n' rollowym światku. Gitarzysta po odbyciu monstrualnej trasy koncertowej z Guns N' Roses wydał płytę z kolegami z The Conspirators i ponownie wyruszył dookoła świata. Z kolei wokalistka po zakończeniu koncertowania z Alter Bridge, wydał płytę solową, po czym znowu zasiadł do pracy ze Slashem. Efektem tych działań była płyta "Living The Dream" wydana we wrześniu 2018 i kolejna trasa, która ponownie zawitała do Łodzi (zespół był tu już raz w 2015). Niestety Atlas Arena nie wypełniła się nawet w połowie. Nastąpił chyba przesyt występów gitarzysty w Polsce po jego wizytach z Guns N' Roses i długo wyczekiwanym reunionem. Natomiast kto nie był w Łodzi, może tego żałować bo koncert sam w sobie był świetny.

Na początku były same problemy ze znalezieniem transportu z Warszawy do Łodzi - Wyjazdownia, z którą od lat podróżuję na koncerty nie zebrała odpowiedniej ilości chętnych, z kolei połączenia kolejowe były mocno skomplikowane odkąd pociągi ze stolicy jeżdżą na Łódź Fabryczną a nie na Łódź Kaliską (czyli stację tuż przy hali koncertowej). Ostatecznie mój wybór padł na małego busa organizowanego przez pasjonata koncertowego, takiego jak ja. Z czystym sumieniem polecam kierowcę bo wszystko było zorganizowane znakomicie od A do Z (jakby ktoś chciał namiary to proszę o kontakt na priv). Biorąc pod uwagę moje wcześniejsze przygody z koncertami w mieście Łodzi to jestem zachwycony, że udało się dotrzeć bez wielogodzinnego korka, przebitej opony i innych przygód ze środkami transportu :)


Pod halę dotarliśmy pod koniec pierwszego supportu, którym był polski zespół Afromental. Niestety nie załapałem się na ich występ. Kolejni w kolejce byli Phil Campbell & The Bastard Sons, czyli były muzyk ekipy Lemmy'ego z Motorhead wraz ze swymi synami. Panowie zaprezentowali kawał porządnego ostrego rocka a wokalista chętnie wdawał się w dialog z publicznością. Ale i tak najbardziej entuzjastycznie został przyjęty cover "Ace Of Spades". W przerwie tuż przed występem Slasha rozejrzałem się po hali, która mniej więcej od połowy płyty była pusta. To samo na trybunach gdzie zasiadały pojedyncze osoby. Nie wpłynęło to jednak w żaden sposób na jakość widowiska jak i zaangażowanie muzyków.

Zespół zaczął punktualnie o 21:25 od utworu z nowego albumu "Call Off The Wild". Na powitanie polska publiczność założyła papierowe maski ze wzorem z okładki płyty "Living The Dream". To gorące przyjęcie polskich fanów, zrobiło na muzykach wielkie wrażenie. Slash wręcz poprosił przez ochroniarza, żeby odłożono dla nich kilka masek, a na after-party muzycy chętnie się w nie poubierali i w ten sposób paradowali po zakamarkach hali. Na pamiątkę tego wydarzenia kilka dni później na profilu Slasha pojawił się filmik z tego wydarzenia, który w piękny sposób upamiętnił akcję-maskaradę. Warto w tym miejscu wspomnieć, że pomysłodawcą akcji był profil fanowski Slash Army Poland, którego w organizacji wsparło Antyradio oraz Metal Mind Productions.


Slash nie zwalniał tempa, najpierw pojawiło się "Halo", a potem takie perełki jak "Ghost" czy wprost stworzony do koncertów, niesamowicie klimatyczny "Back From Cali". Cały zespół w znakomitej formie, a ekspresją wyróżniał się basista Todd Kerns, chętnie wędrujący po scenie i prowadzący dialog z publicznością w pierwszych rzędach. Tradycyjnie w połowie występu miał on też swoje pięć minut, gdy zastąpił Mylesa przy mikrofonie i zaśpiewał w iście punkowy sposób "We're All Gonna Die" i "Dr Alibi" po raz kolejny tego wieczoru w hołdzie Lemmy'emu Kilmisterowi.


Po takiej rozgrzewce przyszedł czas na kilka kawałków z promowanego albumu: mdłe "My Antidote", cudowne "Serve You Right" z rozedrganą gitarą i zaskakującym intro oraz szybki rocker "Sugar Cane". Płyta "Living The Dream" jest bardzo nierówna o czym jeszcze napiszę w płytowym podsumowaniu roku. Polacy mieli jednak to szczęście, że Slash zaprezentował najlepszy numer z promowanego krążka, czyli "Lost Inside The Girl" - w Łodzi odbyła się europejska premiera tego kawałka. Piękny tekst i nastrojowa muzyka sprawiły, że emocjonalnie było to bardzo ważne dla mnie przeżycie. Po tej chwili wyciszenia swoją rolę główną odegrał Slash. W utwór "Wicked Stone" wplótł potężną 15-minutową solówkę, wyciskając ze swojego Les Paulu ostatnie tchnienie. Po minie perkusisty Brenta Fitza było widać, że on już wymięka nabijając rytm przez kolejne minuty, a Slash nadal wyduszał ze swojej gitary kolejne dźwięki. Prawdziwy popis, aczkolwiek wg mnie to cała solówka było mocno monotonna. Wolę coś krótszego, ale mniej improwizowanego.


Na następny ogień poszły singlowe "Mind Your Manners" oraz "Driving Rain". Pewnym zaskoczeniem było zagranie "By The Sword", unikali grania tego kawałka przez ostatnich kilka lat z Mylesem na wokalu. Jedyny Gunsowy numer w setliście, czyli "Nightrain" porwał z krzesełek nawet najbardziej zatwardziałych koneserów muzyki. Slash stwierdził w wywiadzie, że piosenki Guns N' Roses ograł już na trasie z Axlem i spółką. Dodatkowo mając 4 solowe albumy ma z Mylesem i chłopakami tyle swoich numerów, że nie widzi potrzeby korzystania z utworów swoich wcześniejszych zespołów. A od czego to się wszystko zaczęło przypomniał Myles Kennedy zapowiadając kawałek "Starlight", pierwszy wspólnie nagrany numer ze Slashem. W tym momencie cała hala rozbłysła światłem latarek w telefonach i zapalniczek. Na zakończenie setu podstawowego wydłużona wersja "World On Fire" z przedstawieniem zespołu, wspólnym śpiewaniu Mylesa z publicznością i kolejną wydłużoną solówką Slasha., w trakcie której nawet Kennedy złapał za gitarę i akompaniował mistrzowi.


Na bis jako pierwszy na scenę wjechał rocker "Avalon" a na sam finał "Anastacia", gdzie wszystko jest świetne - wstęp, główny riff wędrujący przez cały numer i solówka. Całkiem udany koncert. Do Slash i Mylesa warto wracać bo zawsze dają świetną jakość na występach. A, że im się w Polsce podoba to na pewno jeszcze do nas wrócą. To nie był koniec moich spotkań z tym zespołem, gdyż dzień później miałem okazję obejrzeć ich na żywo podczas gali "Bestsellery Empiku", ale o tym w osobnym wpisie.


Slash feat. Myles Kennedy and The Conspirators
12 lutego 2019 - Łódź, Polska @ Atlas Arena

Setlista:
01. Call Off The Wild
02. Halo
03. Standing In The Sun
04. Ghost
05. Back From Cali
06. My Antidote
07. Serve You Right
08. Sugar Cane
09. Shadow Life
10. We're All Gonna Die (Todd Kerns na wokalu)
11. Dr Alibi (Todd Kerns na wokalu)
12. Lost Inside The Girl
13. Wicked Stone
14. Mind Your Manners
15. Driving Rain
16. By The Sword
17. Nightrain (cover Guns N' Roses)
18. Starlight
19. You're A Lie
20. World On Fire

Bisy:
21. Avalon
22. Anastacia

Skład:
Myles Kennedy - wokal, gitara
Slash - gitara prowadząca
Todd Kerns - gitara basowa, wokal, chórki
Brent Fitz - perkusja
Frank Sidoris- gitara rytmiczna, chórki

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza