piątek, 18 października 2019

Ron "Bumblefoot" Thal, Bochnia @ Kino Regis, 13.09.2019.


 BOCHNIA ROCKS

Tym razem czas na gościnny wpis. Mój dobry kolega z pewnego forum muzycznego spisał swoje przeżycia z koncertu Rona "Bumblefoota" Thala, niezwykle utalentowanego i sympatycznego gitarzysty, który szerszej publiczności dał się poznać jako muzyk Guns N' Roses w latach 2006 - 2015. Nie pozostaje mi nic innego jak oddać głos słynnemy Zqyx'owi.
As Koncertowy

"Trzeci, wyczekiwany przeze mnie od od roku, koncert Rona "Bumblefoota" Thala. Nie chce się wierzyć, że minął już miesiąc... O tym, że były gitarzysta Gunsów zagra kolejny koncert w Polsce było wiadomo od dawna. Jeszcze podczas poprzedniego koncertu dostał przecież zaproszenie na tarnobrzeski Satyrblues. Potem "przydarzyła mu się" przygoda z Sons Of Apollo, z którym zresztą też planował pojawić się w Polsce, więc plany zagrania koncertu solowego musiały się przesunąć. Wreszcie, po niemal dwóch latach oczekiwania udało się!

środa, 4 września 2019

Royal Blood, Warszawa @ Klub Palladium, 26.07.2019.


SZAŁ SPOCONYCH CIAŁ

Royal Blood, zespół z nowej fali rock n' rolla, który coraz śmielej wstaje z kolan po latach marazmu i dominacji innych gatunków muzycznych. Energetyczny duet basowo - perkusyjny z Wielkiej Brytanii wstrząsnął rynkiem muzycznym swoimi dwoma pełnymi dzikiej energii albumami. W odstępie zaledwie dwóch tygodni czekała mnie dosyć ciekawa konfrontacja stylów i swoistej sztafety pokoleń - wielkie stadionowe show w wykonaniu starych wyjadaczy z Bon Jovi kontra kameralny pełen potu i energii występ Royal Blood w zatłoczonej piwnicy warszawskiego klubu Palladium.

Dla brytyjskiego duetu był to trzeci koncert w Polsce i osoby, które zaliczyły wszystkie trzy występy i z którymi rozmawiałem, zgodnie stwierdziły, że ten był najlepszy. Powiem szczerze, że dawno się tak nie zmęczyłem fizycznie podczas koncertu rockowego. Natomiast od razu dodam, że było to zmęczenie pozytywne wynikające ze świetnej zabawy, skakania i śpiewania przez całe show, a nie z walki o przetrwanie jak to czasami bywa z różnymi tańcami pogo. Zająłem sobie dobre miejsce tuż przy konsoletach dźwiękowców, gdzie teoretycznie zawsze słychać najlepiej. I tam czerpałem z występu Royal Blood pełnymi garściami. I był to występ fantastyczny pełen wigoru i ekspresji czego brakuje często starym rockowym wyjadaczom. Próbuję sobie wyobrazić jak wyglądały pierwsze koncerty Beatlesów czy Rolling Stonesów i wydaje mi się, że ich fani w latach 60. ubiegłego wieku musieli podobnie przeżywać występy swoich idoli jak warszawscy fani zgromadzeni w małym klubie na Złotej przyjęli "królewską krew".



Scenografia była bardzo skromna - czarne tło i dwa doskonale oświetlone punkty na scenie. Perkusista Bent Thatcher w charakterystycznej czapce baseballowej i wokalista Mike Kerr w białym podkoszulku z niechlujnie przewieszonym przez ramię basem, zaczęli od "Hook, Line & Sinker", po czym szybko nastąpił kolejny strzał "Come On Over". Krótkie dynamiczne piosenki sprawiły, że w klubie szybko zrobiło się gorąco. Fascynujące było oglądanie Ben Thatchera, potężnie i z ekspresją walącego w bębny. Jak ktoś ogląda go po raz pierwszy może mieć wrażenie, że to tylko przypadkowe uderzenia w losowo wybrane elementy, ale w rzeczywistości to starannie dopracowane granie, tworzące niezwykłe show.

Po chwili klub po raz kolejny się zatrząsł po pierwszych dźwiękach "Lights Out". Panowie mieszali starannie utwory z obydwu swoich płyt. Cały czas było bardzo energetycznie, skocznie i czadowo. Na tym polega siła rock n rolla. "I Only Lie When I Love You" to kolejny tego przykład. Znakomicie wypadł "Little Monster" i następny w kolejce"How Did We Get So Dark?", w trakcie którego ochroniarz musiał przywracać pierwotne ustawienie płotka okalającego stanowisko dźwiękowców gdyż pod wpływem bawiącego się tłumu wpadł on w sprzęt osób obsługujących zespół.


Następnie nowy kawałek "King" co tylko świadczy o tym, że Royal Blood nie próżnują i pewnie niebawem uraczą nas nową płytą. Mike Kerr chwalił polskich fanów, mówiąc, że grają u nas trzeci raz i że jesteśmy najlepszą publicznością na świecie. I podobno nie mówi tak wszędzie gdzie grają. Taaa, jasne. Ale niech mu będzie. Do końca setu podstawowego kilka kolejnych hitów z "Hole In Your Heart" i "Ten Tonne Skeleton" na czele.

Bisy zaczął Ben Thatcher od potężnej solówki perkusyjnej, która płynnie przerodziła się w "Where Are You Now?". A na zasłużony koniec "Figure It Out" z wplecionymi riffami "Whole Lotta Love" Zeppelinów oraz "Iron Man" Black Sabbath.

W skrócie - kto nie był, niech żałuje! Nowa fala rocka wkracza z pełną mocą. Określenie "rock n' roll is dead" można śmiało wyrzucić na śmietnik historii. Jest życie po naszych idolach z młodości i to ogromnie cieszy.


Royal Blood
26 lipca 2019 - Warszawa, Polska @ Klub Palladium

Setlista:
01. Hook, Line & Sinker
02. Come On Over
03. Cruel
04. Lights Out
05. Loose Change
06. Only Lie When I Love You
07. Boilermaker
08. Little Monster
09. How Did We Get So Dark
10. King
11. Hole In Your Heart
12. Blood Hands
13. Ten Tonne Skeleton
14. Out Of The Black

Bisy:
15. Where Are You Now?
16. Figure It Out

Skład:
Mike Kerr - wokal, gitara basowa
Ben Thatcher - perkusja

piątek, 19 lipca 2019

Bon Jovi, Warszawa @ Stadion Narodowy, 12.07.2019.


TRZEBA WIEDZIEĆ KIEDY, ZE SCENY ZEJŚĆ ...

Bon Jovi to już jeden z ostatnich artystów, których chciałem zobaczyć na żywo, zanim umrą skończą karierę. Ominął mnie ich koncert w Gdańsku kilka lat temu - wtedy jeszcze z Richie Samborą na pokładzie, ale co się odwlecze to nie uciecze. Z mojej perspektywy Bon Jovi skończyło się na "It's My Life" w okolicy roku 2000, z czasów późniejszych raczej nic mi nie przypadło do gustu. Śledząc poczynania grupy i nagrania z ich ostatnich występów trudno było być optymistą, zwłaszcza w kwestii formy wokalnej wokalisty - Jona Bon Joviego. I niestety ten czarny scenariusz znalazł potwierdzenie w Warszawie. Do tego doszły słynne już akustyczne problemy Stadionu Narodowego przez co większość wieczoru stała pod znakiem walki z doznaniami słuchowymi, zamiast cieszyć się występem jednej z najbardziej przebojowych grup w historii hard rocka.

Zacznijmy jednak od kwestii organizacyjnych. Stadion Narodowy mimo wielu swoich wad ma jedną niekwestionowaną zaletę - parking. Ogromny i świetnie zorganizowany. Można spokojnie przyjechać 5 minut przed koncertem i bez długotrwałego szukania miejsca być blisko bram wejściowych. Potem tylko szybka, pobieżna kontrola i biegiem na trybuny. Trybuny - no właśnie, koszmar i przekleństwo Narodowego, które odczarowali dźwiękowcy Rolling Stonesów rok temu, ale raczej nikomu więcej się to nie udało. Niestety ceny biletów na koncerty powodują, że nie każda miejscówka jest godna proponowanej przez organizatora kwoty i często wybiera się mniejsze zło - czyli zobaczyć artystę nawet kosztem niedogodności.


Wraz z małżonką dotarliśmy na pierwsze dźwięki "This House Is Not For Sale". Znaczy tak wynika z setlisty, bo bez pomocy setlist.fm nie byłbym w stanie zidentyfikować kilku pierwszych kilku utworów. Ściana dźwięku bez ładu i składu, potworny zlewający się w jedną całość hałas gitar pomieszanych z dudnieniem bębnów i dramatycznie słabo przebijającym się wokalem. Jeden z najlepszych kawałków Bon Jovi, czyli "You Give Love A Bad Name" nie sprawił mi żadnej radości, a jedynym jego plusem było to, że publiczność zagłuszyła śpiewem irytujące nagłośnienie. Pierwsze 30-40 minut było zatem stratą czasu i oczekiwaniem na pracę dźwiękowców, którzy z każdą minutą zaczęli coraz sprawniej ogarniać temat. Pierwsze symptomy poprawy zauważyłem na "Runaway", który porwał tłum do zabawy od dynamicznego fortepianowego intra w wykonaniu Davida Bryana, aż po popisy gitarzystów, w szczególności Phila X, który okazał się znakomitym zastępcą legendy BJ - Richiego Sambory. Ogólnie wraz z poprawą akustyki wyłonił się zespół znakomitych i sprawnych muzyków i instrumentalistów.


Zgrany team Bon Jovi miał tego wieczoru (a podejrzewam, że nie tylko tego) niestety jeden bardzo słaby, newralgiczny punkt - wokalistę. Ząb czasu nadgryzł możliwości wokalne Jona w bardzo smutny sposób. Nie wiem, czy przyczyną słabej formy jest jakaś choroba, czy też zwykłe lenistwo w pracy nad sobą. Konkluzja jest taka, że przykro było patrzeć jak Jon Bon Jovi męczy się z każdym kawałkiem, nie mogąc wykrzyczeć najprostszych wydawałoby się fraz, z którymi do tej pory nie miał żadnego problemu. Głos się zawieszał, drżał i łkał - w wielkim skrócie, wielki bełkot zamiast czystego śpiewu. Bardzo często stosowanym zabiegiem było wspomaganie wokalne w postaci chórków przez pozostałych członków zespołu, co trochę przykrywało słabą dyspozycję wokalisty. Jon próbował nadrobić swój kryzys showmaństwem i to wychodziło mu znakomicie - uśmieszki, oczka puszczane do kamery, sterowanie emocjami publiki - to ma opanowane na najwyższym poziomie. Gdyby do tego doszedł jeszcze sprawny głos to odbiór tego koncertu miałbym zgoła inny. Dla Jona Bon Joviego lepiej by było gdyby wredna akustyka trwała cały koncert, bo wtedy nie byłoby go słychać.


A tak koncert rozkręcał się z minuty na minutę i trzeba było przełknąć wszelkie niedogodności związane z jego odbiorem, próbując wyciągnąć z tego show wszystko najlepsze co się dało. A nie brakowało znakomitych solówek gitarowych i klawiszowych. Wspaniale było usłyszeć hity, które katowałem w młodości do zerwania taśmy w kasetach, czyli "Keep The Faith" czy "Bed Of Roses". W ogóle "Keep The Faith" to jedna z moich ulubionych płyt z lat 90., dlatego żałuję, że nie dane było mi usłyszeć np. "In These Arms" czy przede wszystkim "Dry County" z tegoż właśnie albumu. Ale na zestaw hitów nie można było narzekać - "It's My Life" (wielki przebój przypadający na koniec mojej podstawówki na równi z "Czerwonymi Koralami" Brathanków :D) czy westernowy "Wanted Dead Or Alive", zachęcały do zabawy. Miłym zaskoczeniem okazał się "Roller Coaster" z ostatniej płyty, coś czego wcześniej nie słyszałem.


Do samego końca było już bardzo przebojowo - "Lay Your Hands On Me" (z Jonem wśród publiczności), "I'll Sleep When I'm Dead" i na koniec setu podstawowego "Bad Medicine". Osobne zdanie należy się jeszcze bardzo fajnej scenie podzielonej na 3 wielkie ekrany, a na nich absolutnie rewelacyjne animacje i przekaz ze sceny - wszystko spójne i mocno ubarwiające oglądanie koncertu.


A na bis ballada "I'll Be There For You" i nieśmiertelne "Livin' On A Prayer" z refrenem zaśpiewanym przez fanów tak głośno, że aż sam Jon się wzdrygnął. Ten hit ma moc, mimo upływu lat. Uwielbiam to granie "paszczą", co skutecznie zrobił w tym przypadku Phil X. Co jeszcze? Chciałbym podkreślić znakomitą grę perkusisty Tico Torresa - facet ma mięśnie ze stali i wali w te bębny z taką siłą, że aż czuć to przez skórę. Zatem zespół na plus, wokalista i akustyka na minus. Ogólnie fajny koncert, dobrze było móc się cofnąć w czasie do znakomitych lat 80. i 90. Natomiast Jon Bon Jovi powinien się poważnie zastanowić czy w takiej formie wokalnej dalej nabijać ludzi w butelkę bazując na nazwie zespołu czy też wziąć się za siebie i odwołać pozostałe koncerty, czym sądzę, że zyskałby szacunek i sympatię wielu, którzy widzieli go na tej trasie. "Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść niepokonanym" jak śpiewał niegdyś Grzegorz Markowski.


Bon Jovi
12 lipca 2019 - Warszawa, Polska @ Stadion Narodowy

Setlista:
01. This House Is Not For Sale
02. Raise Your Hands
03. You Give Love A Bad Name
04. Born To Be My Baby
05. Whole Lot Of Leavin'
06. Lost Highway
07. Runaway
08. We Weren't Born To Follow
09. Have A Nice Day
10. Keep The Faith
11. Amen
12. Bed Of Roses
13. Roller Coaster
14. It's My Life
15. We Don't Run
16. Wanted Dead Or Alive
17. Lay Your Hands On Me
18. Captain Crash & The Beauty Queen From Mars
19. I'll Sleep When I'm Dead
20. Bad Medicine

Bisy:
21. I'll Be There For You
22. Livin On A Prayer

Skład:
Jon Bon Jovi - wokal, gitara
Tico Torres - perkusja
David Bryan - instrumenty klawiszowe
Phil X - gitara prowadząca
Hugh Mc Donald - gitara basowa
John Shanks - gitara
Everett Bradley - instrumenty perkusyjne

piątek, 28 czerwca 2019

Kult - Warszawa @ Stadion Syrenki, 17.05.2019.


AMBITNIE

Występ Kultu na warszawskich Juwenaliach był świetny jak większość koncertów Kazika Staszewskiego i spółki. Nie będę się rozpisywał na temat każdego kawałka, natomiast zwrócę uwagę, że zespół dobrał całkiem ambitny repertuar pod imprezę rozrywkową dla studentów. Takie kawałki jak "Notoryczna Narzeczona", "Park 23" czy "Odnawianie Restauracji" nie pojawiają się zbyt często w koncertowej setliście i wielu widzów po prostu się podczas tych numerów nudziło, czekając na coś bardziej popularnego typu "Baranek". 
W każdym razie my z żoną bawiliśmy się wyśmienicie i czekamy z niecierpliwością na listopadowe koncerty w Stodole, z których na pewno ukaże się szersza relacja.




Kult
17 maja 2019 - Warszawa, Polska @ Stadion Syrenki

Setlista:
01. Kochaj Mnie, A Będę Twoją
02. Ręce Do Góry
03. Brooklyńska Rada Żydów
04. Baranek
05. Madryt
06. Twoje Słowo Jest Prawdą
07. Marysia
08. Maria Ma Syna
09. Arahja
10. Do Ani
11. Park 23
12. Notoryczna Narzeczona
13. Czarne Słońca
14. Piosenka Młodych Wioślarzy
15. Gdy Nie Ma Dzieci
16. Odnawianie Restauracji
17. Wstyd
18. Lewe, Lewe Loff
19. Studenci
20. Nowe Tempa
21. Zegarmistrz Światła (cover Tadeusza Woźniaka)
22. Czterej Głupcy
23. Jeśli Zechcesz Odejść - Odejdź
24. Mój Mąż
25. Amnezja
26. Prosto
27. Wódka
28. Hej Czy Nie Wiecie

Bisy:
29. Celina
30. Polska
31. Konsument
32. Krew Boga

Skład:
Kazik Staszewski - wokal
Janusz Grudziński - klawisze
Piotr Morawiec - gitara
Ireneusz Wereński - bas
Tomasz Goehs - perkusja
Wojciech Jabłoński - gitara
Janusz Zdunek - trąbka
Tomasz Glazik - saksofon
Jarosław Ważny - puzon

wtorek, 12 marca 2019

TOP 10 płyt 2018


TOP 10 PŁYT 2018

No cóż, 2018 to nie był dobry rok dla muzyki rockowej pod względem poziomu nowych produkcji. Tak jak w ubiegłym roku, miałem problem, żeby dobrać 10 płyt, których chętnie bym słuchał i do których bym co jakiś czas wracał. W tym celu odbyłem nawet muzyczne podróże w inne gatunki jak hip-hop o co bym siebie wcześniej nie podejrzewał. Wolę zostać przy starym dobrym rock n rollu, który raz na jakiś czas wybucha nowym talentem jak Greta Van Fleet, ale z braku laku poszukuję też innych kierunków. Nie ukrywam, że nad tym boleję bo co mi zostanie jak na tamten świat odejdą moi muzyczni bohaterowie rocka z lat 80. i 90.? Wszystkie wielkie zespoły rockowe skupiają się teraz na graniu niekończących się tras koncertowych bo tam są prawdziwe pieniądze do zarobienia. Wydawanie płyt jest w dzisiejszych czasach nieopłacalne i robią to nieliczni, a już dobre płyty wnoszące cokolwiek świeżego i wartościowego można policzyć na palcach jednej ręki. Jak mówi Slash, on nagrywa płyty tylko po to aby mieć pretekst do ruszenia w kolejną trasę dookoła świata.

Prześledziłem wszystkie zagraniczne i polskie rankingi najlepszych płyt zeszłego roku i na czołowych pozycjach dominują tam takie smęty jak Snail Mail czy The 1975 a w Polsce Dawid Podsiadło, z nieznanych dla mnie przyczyn wpychany w rankingi jako artysta rockowy. Czy naprawdę już tak nisko upadliśmy, żeby "Fal nie ma fal" uznawać za rockową piosenkę? Ja potrzebuję energii, dużo gitar, powera za perkusją. To mnie napędza i daje mi siłę do życia. Takiej muzyki chcę i taka mnie fascynuje, dlatego olałem te rankingi i stworzyłem swój. Subiektywny jak zawsze :)

Gwoli wyjaśnienia. Brałem pod uwagę tylko krążki z nową muzyką - żadnych składanek ani płyt koncertowych. Natomiast jeden projekt chciałbym wyróżnić, chodzi mi o Męskie Granie - cały cykl koncertów wsparty świetnym singlem "Początek" autorstwa Krzysztofa Zalewskiego, Dawida Podsiadło i niejakiego Korteza, którego twórczość przy okazji odkryłem.

piątek, 1 marca 2019

Slash - Warszawa @ ATM Studio, 13.02.2019.


NA DYWANIKU U CELEBRYTÓW

Slasha nigdy dość. Gdy tylko dowiedziałem się, że będę miał możliwość uczestnictwa w kolejnym występie gitarzysty w naszym kraju zastanawiałem się krótko. Okazało się, że dzień po koncercie w Łodzi, Slash z zespołem mają wystąpić podczas transmitowanej na żywo w TVN gali rozdania nagród "Bestsellery Empiku". Napisał do mnie właściciel profilu Slash Army Poland i zaproponował mi wejściówkę na imprezę, za co z tego miejsca chciałem mu gorąco i serdecznie podziękować. Tym sposobem mogę o sobie powiedzieć, że jestem jedną z nielicznych osób, które widziały w Polsce Slasha na żywo na każdym występie, a tych było aż 7 wliczając w to koncerty z Guns N' Roses.

Wejściówka obejmowała całość atrakcji przewidzianych na ten wieczór włącznie z bankietem po gali. Sam byłem ciekawy jak wygląda telewizja na żywo i życie celebrytów "od środka". Cała gala odbywała się w Warszawie w ATM Studio należącym do Polsatu (?). Całość poprzedzona tzw. czerwonym dywanem, który ograniczył się do tego, że masa fotoreporterów cykała fotki celebrytom, podobno znanym. Ja poznałem np. Pana Jacka Żakowskiego i na tym moja znajomość znanych twarzy z telewizji się skończyła. Czasami to mi się wydaje, że Ci ludzie których promuje Pudelek (kto nie czyta niech pierwszy rzuci kamieniem :D) czy inny Pomponik są znani z tego, że są znani, a nie z tego, że coś osiągnęli. W każdym razie Slash na czerwonym dywanie się nie pojawił.

piątek, 22 lutego 2019

Slash - Łódź @ Atlas Arena, 12.02.2019.


ZAPRACOWANI ROCK'N'ROLLOWCY

Slash wraz z Mylesem Kennedym to chyba dwie najbardziej zapracowane osoby w rock n' rollowym światku. Gitarzysta po odbyciu monstrualnej trasy koncertowej z Guns N' Roses wydał płytę z kolegami z The Conspirators i ponownie wyruszył dookoła świata. Z kolei wokalistka po zakończeniu koncertowania z Alter Bridge, wydał płytę solową, po czym znowu zasiadł do pracy ze Slashem. Efektem tych działań była płyta "Living The Dream" wydana we wrześniu 2018 i kolejna trasa, która ponownie zawitała do Łodzi (zespół był tu już raz w 2015). Niestety Atlas Arena nie wypełniła się nawet w połowie. Nastąpił chyba przesyt występów gitarzysty w Polsce po jego wizytach z Guns N' Roses i długo wyczekiwanym reunionem. Natomiast kto nie był w Łodzi, może tego żałować bo koncert sam w sobie był świetny.