NOWA, MOROWA ROCKOWA MŁODZIEŻ
Ostatnimi czasy w koncertach cieszą mnie już głównie dwie rzeczy. Zespoły, których jeszcze nie widziałem na żywo i miejscówki, których jeszcze nie odwiedziłem. Z Warszawą jestem związany od urodzenia, ale o Amfiteatrze na Bemowie usłyszałem po raz pierwszy dopiero teraz (jest jeszcze Amfiteatr w Parku Sowińskiego, gdzie widziałem kiedyś Paramore). Obiekt w dodatku dumnie (choć nie wiem czy to dobre słowo w odniesieniu do przeszłości patrona) nosi imię niejakiego Michaela Jacksona. Generalnie na plus dojazd i spory parking wokół amfiteatru, dzięki czemu bez zbędnego opóźnienia udało się dotrzeć na miejsce.
Koncert T.Love był niebiletowany, ale ze względu na ograniczoną ilość miejsc obowiązywała zasada "kto pierwszy, ten lepszy". I w sumie uznałbym ten występ za kolejny do kolekcji, gdyby nie fakt, że debiut koncertowy zaliczył mój syn (w dniu koncertu niecałe 9 lat), który od dawna domagał się, żeby go zabrać na koncert Muńka albo Kazika. Widać, że edukacja muzyczna, którą wpajamy dzieciom wraz z żoną nie poszła na marne 😀 Zresztą synuś rocka ma we krwi, będąc jeszcze w brzuchu mamy uczestniczył w koncertach m.in. Slasha, Lady Pank, Offspringa i Dżemu.






