czwartek, 4 czerwca 2026

Garbage, Warszawa @ Letnia Scena Progresji, 30.05.2026.


NIECH ŻYJE WOLNOŚĆ ...
 
Nareszcie sezon koncertowy się rozkręca, a już taki występ pod chmurką po tylu mroźnych miesiącach, brzmi jak zimne piwo w letni upalny dzień. Letnia Scena Progresji, bo tak się zwie seria koncertów na świeżym powietrzu tym razem zaserwował szkockich weteranów - zespół Garbage, z legendarną Shirley Manson. Do tego organizator dorzucił polską rewelację, czyli Izzy And The Black Trees, zespół bardzo podobny do Garbage i na każdym kroku okazujący wielki szacunek swoim wyspiarskim kolegom i koleżankom. A sama organizacja koncertu prawdziwie old-schoolowa jak na dzisiejsze czasy - papierowe bilety, na bramkach luz (bez wykrywaczy metalu i wścibskiej ochrony) i otwarty teren bez Golden Circle. Tak powinna wyglądać rock n' rollowa wolność i możliwość swobodnej zabawy. Niestety przede mną seria kilku koncertów pod znakiem zamordystycznej korporacji z Live Nation, która nie ceni sobie wolności i na wszystko ma paragrafy. Na dobrą zabawę też, ale przede wszystkim na plecaki. 

Ale wracając na warszawską Wolę. Izzy And The Black Trees, to rewelacyjna kapela jak na polskie warunki. Już w 2022 roku opisywałem ich debiutancki album jako "polski rock z mocno brytyjskim odcieniem", a od tego czasu wokalistka zdecydowanie poprawiła dykcję i teraz jest charyzmatyczną postacią z potężnym głosem i świetną energią. "Izzy" jak niejaka Izabela Rekowska sama o sobie mówi, złapała niezły kontakt z nieliczną jeszcze o tej porze publiką i na ostatni numer nawet pofatygowała się nawet ze sceny pod scenę, do prostego człowieka. W repertuarze sporo nowości, z tegorocznego krążka "Kisses To Chaos" (m.in. "Two Sides" i "Butch Vig" dedykowany muzykowi Garbage) plus kilka numerów, które mam już osłuchane jak "Liberate" czy "Devil On The Run". Oto Pani "Izzy" na zdjęciu poniżej. Serdecznie polecam allegrowicza.

 

Czas na gwiazdę wieczoru. Garbage słuchałem trochę w latach 90., potem o nich zapomniałem i wróciłem do tej muzyki jakoś w ubiegłym roku. Raz, że wydali całkiem niezłą płytę "Let All That We Imagine Be Light", którą w swoich notatkach do rankingu Top 10, określiłem jako "inspirujące tekstowo i nowoczesne brzmieniowo. Świetny głos Shirley. Jest mniej rockowo niż ja ich kojarzę, ale czasy są takie a nie inne, w kompozycji ze starymi kawałkami koncerty brzmią pewnie świetnie". I niewiele się w tym względzie pomyliłem. 

Druga okazja do przypomnienia sobie o Garbage, to stary koncert The Pretenders, który namiętnie oglądałem w minionych 12 miesiącach, na którym Shirley towarzyszy Chrissie Hynde podczas dwóch kawałków - wygląda i brzmi tam zjawiskowo. Na Pretenders już byłem, dlatego twierdzę, że rockandrollowe babki zawsze w cenie.

Na Letniej Sceni Progresji, Garbage zaczęli jeszcze przed zmierzchem od mocnego uderzenia z nowej płyty - "There's No Future In Optimism" i "Hold". Shirley wyglądała, hmmm staro. Włosy mocno ściągnięte, ufarbowane końcówki na kolory tęczy - do tego założyła na siebie jaskrawo-żółty strój i dziwaczną, czarną workową kreację, która nadawała jej sylwetce tylko ciężkości. Tyle od blogera modowego, bo na szczęście muzycznie wszystko się zgadzało i wokalnie brzmiała nawet lepiej niż mógłbym sobie wyobrazić. Do tego aktywnie się przemieszczała po scenie i wszędzie było jej pełno.

Głos jak dzwon, a na scenę wjechały dwa wielkie hity "I Think I'm Paranoid" i "Stupid Girl". Taka mieszanka nowości i staroci, w sam raz, żeby rozgrzać publiczność. Dalej było tylko ciekawiej, bo praktycznie nie znałem tych kawałków, dzięki temu nie bazowałem na stereotypach. I tak "Right Beetween The Eyes" Shirley zadedykowała Courtney Love, określając ją jako ofiarę.

 
To co mi zapadło w pamięć to na pewno ballada "It's All Over But The Crying" i dwa kawałki z ostatniej płyty, które też trafiły w zeszłym roku na moją playlistę "Have We Met (The Void)" i absolutnie fenomenalne "Chinese Fire Horse", gdzie aktywne chórki dała basistka Nicole Fiorentino. Nieźle wyszedł rocker "Boys Wanna Fight". Pamiętam też, że spodobało mi się "Control", za konstrukcję numeru polegającą na stopniowym budowaniu napięcia. Z kolei "Cherry Lips", Manson zadedykowała społeczności LGBT, czy ile oni mają tam tych literek. Trochę mi to nie gra z bardzo osobistym wyznaniem "The Day That I Met God", który pojawił się parę kawałków później. Jak wiadomo szeroka pojęta lewicowość ma Boga w poważaniu, a jedyną tolerancję jaką wyznają to dla swoich własnych poglądów. Ale cóż mi tam wchodzić w pokręcone poglądy artystów. Niech liczy się muzyka.

A ta była znakomita, na koniec cofnęliśmy się do lat 90. - dynamiczne "Push It" i "Special" z refrenem, który nuciłem sobie jeszcze przez następne dni "Do You Have An Opinion, A Mind Of Your Own". Na koniec Shirley podziękowała publiczności, supportowi (Izzy And The Black Trees - tak tylko przypominam), pochwaliła jak bardzo zmieniła się przez lata Warszawa (wiadomo) i że ostatni kawałek zagrają po raz 1001. w karierze (nr tysiąc wypadł parę dni temu w Sofii) - panie i panowie - "Only Happy When It Rains", choć ja byłem akurat szczęśliwy, że nie padało (a zanosiło się cały dzień).

Dobrnęliśmy do końca, to czas na krótkie podsumowanie. Fajny koncert, w fajnych okolicznościach przyrody. Zespół w dobrej formie, porządny support. Właściwie to nie ma się do czego przyczepić, może poza tym, że w czasie samego występu Szkotów nie stało się nic specjalnego - nie zagrali u nas żadnej nowej, ani dawno nie granej piosenki, nie wywołali skandalu. O zgrozo wykazali się profesjonalizmem, przez duże P. Świetny performance. 

PS. Teraz żyję już Gunsami w Gliwicach, więc nie będę już się silił na filozoficzne opisy. Niech rock n' roll będzie z Wami! 


Setlista:

01. There's No Future In Optimism
02. Hold
03. Empty
04. I Think I'm Paranoid
05. Stupid Girl
06. Right Beetween The Eyes
07. Vow
08. No Horses
09. It's All Over About The Crying
10. Have We Met (The Void)
11. Control
12. Chinese Fire Horse
13. Boys Wanna Fight
14. Cherry Lips (Go Baby Go!)
15. When I Grow Up
16. Push It
17. The Day That I Met God 

Bis:
18. Special
19. I'm Only Happy When It Rains
 
Skład:
Shirley Manson – wokal
Butch Vig – perkusja, sampler
Steve Marker – gitara prowadząca, sampler 
Nicole Fiorentino - gitara basowa 
Duke Erikson – gitara, instrumenty klawiszowe

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz