USE YOUR ILLUSION 1.0
Wow, co za długi weekend. I to nie tylko muzyczny. Tak się pięknie złożyło, że dwie moje największe pasje - rockowa i koszykarska, przecięły swoje losy w tym krótkim okresie czasu, choć w linii prostej dzieliło je ok. 9224 km. Podczas gdy Guns N' Roses harcowali w Gliwicach, rozpoczynając tym samym europejską część trasy koncertowej, to gracze New York Knicks rozpoczynali w tym czasie finały NBA w San Antonio, gdzie po 27 latach przerwy zmierzyli się z miejscowymi Spurs. Co łączy te dwa wydarzenia? W zasadzie nic, poza tym, że moja głowa i myśli były rozdarte przez cały ten czas między obydwa tematy. Ale cóż jest fajniejszego w życiu niż możliwość realizacji swoich pasji poprzez kontakt z pracą utalentowanych ludzi, którzy wypełniają nam całkiem sporo godzin na co dzień? Jestem zdania, że zarówno na scenie jak i na parkiecie można tworzyć sztukę przez duże "SZ", zwłaszcza jak się samemu nie ma talentu w tych dziedzinach (chociaż kiedyś się grało w tego kosza, co nie?). Wystarczy użyć wyobraźni i korzystać pełnymi garściami.
Guns N' Roses na Śląsku ma już swoją małą tradycję, bo zagrali tutaj już po raz 3 i 4. Najpierw w 2012 roku był Rybnik i Axl spóźniony prawie 3 godziny, a w 2018 roku najlepszy do tej pory koncert w moim życiu i prawie 3,5 godziny grania na Stadionie Śląskim w Chorzowie. Teraz przyszła pora na nowoczesną halę w Gliwicach, co też czyniło te koncerty wyjątkowe, bo Gunsi raczej rzadko grają trasy halowe, a już w Europie to się nie zdarzyło od bardzo dawna. Dlatego tym razem na występy zabieramy ze sobą młode pokolenie, żeby poczuło czym się staruszkowie jarali za młodu. Syn już widział GN'R rok temu na Narodowym, ale to był akurat występ zepsuty przez fatalną akustykę obiektu, dlatego wszyscy zasłużyliśmy na lepsze warunki.






