Live Nation opuszcza gardę
Piekło zamarzło. Przypomnijmy, że jakiś czas temu spółka Live Nation dostała cios prosto od Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumenta - ponad 15 mln zł kary za stosowanie niedozwolonych klauzul m.in. w zakresie wnoszenia bagażu. Długo trwało przetwarzanie tej decyzji przez korporacyjnych prawników, ale chyba możemy powiedzieć, trzymając się terminologii bokserskiej, że w końcu LN odsłoniła gardę i mamy sytuację, że jednak nie ma świętych krów w koncertowym ringu. Jak czytamy w komunikacie od spółki Ticketmaster, który wpadł w piątek wieczorem na moją skrzynkę mailową:
“ Informacja dotycząca wydarzeń organizowanych przez Live Nation sp. z o.o.Z uwagi na Twój komfort i bezpieczeństwo, na teren imprezy masowej będzie możliwe wejście z torbą/nerka/torebką lub innym przedmiotem służącym do przechowywania rzeczy w wymiarach NIE większych niż 21 cm × 15 cm × 6 cm (długość x wysokość x grubość).
Jeśli zdecydujesz się na przyniesienie ze sobą wyżej opisanego przedmiotu, wejście na teren imprezy masowej może zająć Ci więcej czasu ze względu na kontrolę bezpieczeństwa.
Oczywiście nie mogli sobie odmówić złośliwości pod koniec, co może być zapowiedzią wydłużonych kontroli na wejściu, żeby zniechęcić ludzi do wchodzenia z bagażem. Jednak to pokazuje, że presja ma sens i konsument koncertowy, z pomocą organów państwowych, ma szansę wywalczyć swoje podstawowe prawa nawet w starciu z gigantyczną korporacją. Szkoda, że w ogóle takie działania muszą mieć miejsce, że fani przyjeżdżający z daleka musieli się troszczyć co zrobić ze swoimi podstawowymi rzeczami, spakowanymi w plecak, który był zabroniony.
Nadal pozostaje wiele tematów o które trzeba się upominać. Horrendalne ceny gastronomii czy brak możliwości trzymania zakupionych napojów w butelkach. Osobiście chętnie się też upomnę o papierowe bilety zamiast QR-owych kodów, albo chociaż żeby była możliwość zamówienia papierowej wersji dla kolekcjonerów. Te wszystkie działania mają jeden wspólny mianownik - Live Nation. U innych organizatorów panuje pro-ludzkie podejście. Jednak kropla drąży skałę. Będę obserwował co się dzieje w tym ringu. Na razie bokser wagi ciężkiej dostał pierwszy mocny cios. Zobaczymy czy to przypadek, czy też państwo polskie udowodni że jest zawodnikiem wagi super ciężkiej, a nie muszej jak dotychczas.
Zły króliczek
Algorytmy mediów społecznościowych podpowiedziały mi mnóstwo filmików, rolek i zdjęć z koncertu rapera Bad Bunny'ego na Narodowym. Najczęściej od napalonych Julek, instagramerek i pato-celebrytek, który zdjęłyby ostatnie majtki z tyłka przed facetem, tylko dlatego że jest Latynosem. Z zażenowaniem patrzyłem na to jak kobiety potrafią nie szanować siebie i swojego ciała i mam dla nich złą informację - ten "zły króliczek z Portoryko" ma takich Julek na pęczki i to dzień w dzień. Zastanawia mnie też czy te nasze krajowe celebrytki wiedzą chociaż o czym latynoski króliczek śpiewa (śmiem wątpić), czy też potraktowały to jako kolejną szansę na wypromowanie swojej osoby.
Nie chcę się też znęcać nad wartością dorobku artystycznego Portorykańczyka - w końcu każdy sobie słucha co mu się podoba. Natomiast zastanawia mnie fenomen takiego nagłego uwielbienia dla latynoskiego rapu w kraju nad Wisłą, który raczej nie słynie ze swobodnej zabawy i radości życia, podrasowanej kreską kokainy na śniadanie. Choć z tego co czytam, grubą część publiczności stanowili jednak obcokrajowcy, może to była grupa docelowa. Na pewno jest to jednak największy, obok Rammsteina, koncert zagranicznego artysty w Polsce, który nie śpiewał po angielsku. I to jest warte odnotowania.
Ciekawostki
- Wzorem finału Super Bowl, w przerwie finałowego meczu soccera (hehehe) o Mistrzostwo Świata (dla niezorientowanych Hiszpania - Argentyna) odbędzie się występ muzyczny podczas którego zagra Chris Martin z Coldplay z udziałem gości m.in. Madonny, Justina Biebera i Shakiry.
- Ewa Farna wyprzedała swój koncert z okazji 20-lecia działalności na Torwarze, w zaledwie 9 godzin. Następnego dnia organizatorzy dołożyli drugą datę. Cieszę się razem z Ewką - mimo, że to pop, to wiecie że ja Farnę lubię i na pewno zasługiwała na większy obiekt niż Progresja. Na pierwszy koncert oczywiście się wybieram.
Polecenie muzyczne
Ostatnie tygodnie poświęciłem na odsłuchanie kilkunastu płyt już pod kątem mojego rankingu za 2026 rok. Na razie jest jeden kawałek, którego nie mogę przestać słuchać - "For I Am Death" od The Pretty Reckless z nowego albumu "Dear God". Wrzucam wykonanie z niedawnego festiwalu Hellfest.
A co tydzień będę tu podrzucał kolejne koncertowe wykonania.
Do usłyszenia za tydzień!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz